sobota, 2 lipca 2011

Klasztor Wudang

30 czerwca
Cholera zaspaliśmy... Zamiast o 4:00 - zerwaliśmy się o 4:30. W kilka minut spakowaliśmy plecaki i szukamy taxi. To wyzwanie o tak wczesnej porze. Jakaś masakra! Prywatny samochód zatrzymuje się... i małżeństwo proponuje nam podwózkę na dworzec. Łapiemy stopa w Chinach! Niewiarygodne! Okazało się, że kobieta mówi po rosyjsku. Boskoooo!
Dogadujemy się bez problemu. Pomoże nam zamienić bilety na inny pociąg, nasz odjechał w siną dal. Mamy farta, jedziemy o 7:00, tak więc na 9:00 będziemy w Baotou, jeszcze kawka w KFC i na pociąg, ja z Asią jesteśmy w jednym wagonie. Bartek i Emilka w drugim, luuz. W czasie jazdy poznajemy młodego Chińczyka. Naprawdę dobrze mowi po angielsku, przy okazji widzimy akcję sprzątania. Masakra. No cóż - Chiny.
Znowu mamy szczęście o 9:30 mamy busa do klasztoru Wudang, Bartek zostaje w Baotou, chce kupić laptopa i bilety do Yinchuanu. Krótka instrukcja jak to zrobić, fotka chińskich krzaczków i ja, Asia i Emilka turlamy się dalej. Po 1.5 godziny jesteśmy na miejscu. Znalazłyśmy hostel dla pielgrzymów. Chcą 120 julków za 3 osoby. To za dużo. Po negocjacjach stanęło na 90 yuanach. Super.
Klimacik wspaniały, zwiedzanie klasztoru zajęło nam około dwie godziny. Bilet 45 yuanów, nie ma zniżek dla studentów.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz