niedziela, 29 maja 2011

Transsib - w krainie wiszących stóp

25 maja
Dziś wsiadamy do transsiba na 3 i pół dnia, i do irkucka ;-)
Ha Ha!.. wrrr... Nie możemy normalnie wsiąść do pociągu jak zwykli ludzie.
W kasie na dworcu jarosławskim poinformowano nas, że nie trzeba tej rezerwacji wymieniać na bilet jak była internetowa rejestracja. Spoko, ale przy wejściu do wagonu okazało się, że tylko Bartek jest na liście z rezerwacji z internetu. Prowadnik stwierdził, że musimy iść do kasy i zamienić na normalny bilet. Ja i Emilka pobiegłyśmy, udało się wymienić w automacie, pomogła nam kobitka z obsługi. Jeszcze tylko minuty, a tu bieg przez cały dworzec. W końcu jesteśmy w transsibie. Ufff! W ostatniej chwili!!!
A w pociągu w ROSJI nie tak jak u nas każdy sobie. Tu pełne uspołecznienie. Znajomości nawiązuje się od razu. Cały wagon wiedział o naszej przygodzie z biletem, więc poszło jeszcze łatwiej. I tak zostaliśmy przywitani herbatą i czekoladą. Emilka łapała rosyjski w biegu, a wszyscy przyklaskiwali z radości. Wieczorkiem poczęstowano nas piwkiem i kurczakiem. Polsko-rosyjskie rozmowy o życiu toczyły się długo. Super! To jest klimat jazdy koleją transsyberyjską! :-)

26-27-28 maja
Ktoś na forum turystycznym napisał, że już nie ma babuszek na stacjach. Nieprawda - właśnie że są!!! Można kupić wszystko: wędzoną rybę, chleb, kurczaka, kapcie, koszyk, pełne zaopatrzenie na dłuuuuugą drogę ;-)
Udko z kurczaka z ziemniakami - 100 rubli.
Scenka na przeciwleglych pryczach się zmienia. Pożegnaliśmy miłą babcię i młodą dziewczynę. Teraz czas na próbę nerwów. Nocne wybryki strasznie pijanego i nachalnego Rosjanina nauczyły nas ostro przeklinać. I jak pan cudem wyszedł sam - tak jego kolegę wyprowadziła milicja. W międzyczasie Bartek orientuje się, że transibem jedzie się 3 i pół dnia - a nie dwa. Rano na miejscu zawadiaki siadają trzy przemiłe i dość rosłe panie w krasnych bluzach. Na śniadanie domowej roboty świeży chleb i mocno pachnący, cudownej jakości bekon prawie siłą zostają wepchnięte w usta. I nie ma rady - jedziemy dalej mimo tego, że babuszki załamują nad nami ręce: jak nas mamy i mężowie puścili w taka podróż?...
Kolejny dzień w transsibie. W porównaniu z dniami poprzednimi - nuda. A może przyzwyczajenie? Nawet Bartek pogodził się ze swym losem. Tuku tukt tuk... Chwieją się zwisające z prycz ręce i nogi. Magda myje głowę według przepisu prowadnicy. Poruszając temat higieny: wszystko da się zrobić. Jedna ręka trzyma kurek, druga myje. Temperatura wody orzeźwiająca, ale nie zimna. Mimo że w kibelku ciasno - nogę pod kran włożyć się da. My odświeżeni i pachnący, a na przeciwległych pryczach dwóch młodzieńców wydzielających woń przetrawionego alkoholu i przepalonych płuc. Głośna muza na zmianę z trzech ich komórek. Brrrrrrr! Zaczęliśmy grać w karty - na szczęście we trójkę znamy tysiąca. ;-)


Jutro dojeżdżamy do Irkucka.

2 komentarze:

  1. Rosyjski łatwy tylko trzeba bukwy poznać,
    a w pociągu widać,że życie toczy się jak w domu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna sprawa. Ja tez tak chce juz od 10 lat ale praca nie pozwala mi na dlugi urlop. Moze kiedys ? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń