środa, 22 czerwca 2011

Lodowiec na polach mięty i szczypiorku - Yolyn Am 'Vulture's Mouth'

Kierujemy się na wschód wzdłuż pasma wydm. Niska, ale nieskąpa roślinność pustyni obfituje w wiele okazów kwiatów i ziół rosnących kępami na pomarańczowym piasku. Jeszcze przed największymi upałami pustynia żyje, kwitnie i pachnie. Co chwila spod nóg ucieka mały przerażony gekon. Po lunchu wjeżdżamy w malownicze dolinki. Cudo rosyjskiej motoryzacji pod pewną ręką Torgo przemierza wąskie kręte przesmyki między wysokimi ścianami kanionu. W końcu dojeżdżamy do zakazu wjazdu i tu zaczyna się nasz spacer. Idziemy wzdłuż potoku co chwila przeskakując po kamieniach z lewej na prawo.

W pewnym momencie ściany doliny zbliżają się do siebie na tyle, by w ich wiecznie utrzymującym się cieniu mógł spokojnie leżeć lodowiec. Od paru jednak lat z powodu zmian klimatu lodowiec znika około polowy lipca. Mamy szczęście - jeszcze jest i choć niełatwo przejść po nim w sandałkach,  dla nas to nic strasznego. Sama frajda zjechać na pupie. Dolina znów się otwiera, słońce oświetla ostre skały, w powietrzu unosi się zapach mięty rosnącej wokoło. W tutejszym rezerwacie żyje wiele dzikich zwierząt takich jak kozice, kilka sztuk śnieżnych leopardów i wielkie ptaki żywiące się padliną. Razem z Magdą natrafiłyśmy także na parę dość dużych gryzoni. Rozbijamy obóz niedaleko rezerwatu. Na kolację przynosimy Iszce w prezencie garść świeżo zerwanego szczypiorku. Można tu wręcz trawę żreć.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz