środa, 1 czerwca 2011

Khuzir - kurz, żwir i zachwyt


30-31 maja, 1 czerwca - wyspa Olchon
Rano szybko zebraliśmy się i poszliśmy na marszrutkę do Khuziru na wyspie Olchon. Turlaliśmy się ok. 7 godzin z przerwą na naprawę zapasowego koła - w razie W ;-) - a także na obiad (dla chętnych). Krajobraz stawał się coraz bardziej surowy, minimalna ilość roślinności, a w pewnym momencie skończyła się nawet asfaltowa droga. Dla wygody pojechaliśmy na przełaj przez pola - a gdzie koła poniosą!...

Przez dwie ostatnie godziny jazdy wokół było pusto. Tylko pył spod kół gryzie w gardło i tafla Bajkału mignie od czasu do czasu. Gdy wjeżdżaliśmy do Khuziru kierowca spytał, do kogo ma nas podrzucić. Okazało się, że Sergiej Yeremiejew jest znany wszystkim. Mieszka zaraz przy cerkwi, którą się opiekuje. Tak się złożyło, że ma już 4 gości i może nam zaoferować namiot w budującym się domu. Dla nas OK. Podciągnął kabel, żebyśmy mieli dostęp do prądu, dał dużą bańkę wody pitnej prosto z Bajkału. Przez szpary w latrynie widok na jezioro. Czego chcieć więcej? Niesamowity człowiek z sercem na dłoni.
Mama naszego gospodarza namówiła nas na banie - rosyjską saunę. Koniec końców poszła tylko Emilka. Wróciła jak nowonarodzona. Ja z Bartkiem poszliśmy na zachód słońca. Cudnie! To jest to! Wreszcie jestem nad Bajkałem. :-)
Następnego dnia poszliśmy wzdłuż brzegu prosto przed siebie. Krajobraz zmieniał się: step, plaża, trochę sosnowego lasu i wiatr we włosach, a słońce prosto w twarz. Cisza, spokój, nie ma turystów - jesteśmy przed sezonem. Leżenie na ciepłym piasku, pograć w karcioszki, normalnie idylla. ;-)
Wioska Khuzir. Domki stare, podszyte wiatrem. Trochę rozpadające się, ale zadbane, często ze świeżo odmalowanymi niebieskimi czy zielonymi okiennicami. Gospodarstwa czyste i schludne w porównaniu do Irkucka. Tutaj ludziom jakby bardziej zależy. Jest także tania baza noclegowa, parę sklepów i dwie kafejki internetowe obok siebie... Cywilizacja dotarła na koniec świata. Budowa wre dookoła. Przyjeżdżajcie zanim to miejsce straci swój urok.
Oczywiście trzeba posmakować tutejszych ryb, szczególnie omuł wędzony lub wędzono-gotowany za całe 30 rubli. Pyyyychaaaaa!
Zachód słońca - żółty, różowy, szaro-niebieski. Tafla Bajkału oświetlona na kolor złota, "oj! ocień prekrasnyje". Sergiej bije w dzwony na pożegnanie słońca. Spędzamy kolejny wieczór w naszym domku na wzgórzu, gdzie wiatr się nigdy nie zatrzymuje i tylko zaduma układa do snu na tym zakurzonym końcu świata.







7 komentarzy:

  1. Pozdrowienia z drugiego końca świata! super że zamieszczacie tak długie opisy - tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  2. spostrzezenia ok. prosimy z dodatkiem foto.
    SA-ERZ TA-TA

    OdpowiedzUsuń
  3. Eh czytam te Wasze opisy i mam deżawi (czy jak to się pisze :) Rok temu o tej porze sama podziwiałam zachód słońca nad Bajkałem :) Pozdrowienia!
    Dominika D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko pozazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pieknie...kidys tez tak bede pisal :)

    OdpowiedzUsuń
  6. dzięki Wam i ja trafiłam do Siergieja:) Domek już wybudowany, piętrowy, dla 12 osób!! najbardziej niesamowite, najsympatyczniejsze miejsce pod słońcem, chciałabym tam wrócić, ale boję się, że Chużir już nie będzie ten sam

    pzdr
    B.

    OdpowiedzUsuń