poniedziałek, 30 maja 2011

Irkuck

29 maja
Przyjechaliśmy o 4:46 czasu moskiewskiego i się zaczęła nasza wyprawa w stylu backpakerskim...
"Wstawajsia... wstawajsia..." krzyknęła Prowadnica i w szybkim tempie rozpoczęło się pakowanie bagaży przed naszą stacją końcową - Irkuck. W podskokach radości ruszyliśmy w stronę miasta czując wiatr nowej przygody.
Tradycyjnym już zwrotem "niet, spasiba" powitaliśmy grupę reprezentacyjną lokalnych taksówkarzy kierując się do najbliższego planu miasta. Magda wskazała cel na mapie i po upływie kilku chwil czekaliśmy już na tramwaj. Co było dość zaskakujące - przystanek tramwajowy to tylko tabliczka wisząca na trakcji elektrycznej pośrodku drogi. Po chwili rozmowy ze starszą panią otrzymaliśmy potrzebny nam numer linii, cenę i długą listę serdecznych życzeń na dalszą drogę. Dziewczyny weszły do tramwaju. Sam stanąłem na stopniu tuż za nimi, ale równolegle ze mną na stopień wepchnęła się kobieta, chciałem zrobić jej miejsce po tym gdy zauważyłem, że nie wejdziemy jednocześnie, tymczasem ona wycofała się z drzwi. Dotknąłem ręką kieszeni przy kolanie - BAM! PORTFEL!
Krzyknąłem tylko "mój portfel", na co przytomna kobieta kierująca tramwajem odkrzyknęła "jest z boku". Rzuciłem się w tył i wybiegłem zza tramwaju tuż przed innym nadjeżdżającym z przeciwka, kątem oka zobaczyłem jasnoniebieską kurtkę znikającą za autobusem.
Pobiegłem z przodu i wypadłem wprost na dziewczynę. Mój krzyk w obcym języku i szarpanina spowodowały, że spanikowała i rzuciła portfel na ziemię. Sprawdziłem zawartość i puściłem ją wolno szybko wracając do stojącego jeszcze tramwaju. Wszystko trwało tak krótko, że nikt nie zauważył mojej nieobecności.
Z tym nowym doświadczeniem i nauką ruszyliśmy szukać połączeń na wyspę Olchon...
Po sprawdzeniu dwóch miejsc (centrum i przystanku na obrzeżach) okazało się, że busy jeżdżą tylko o 10:00. Mimo "wczesnego" przyjazdu na tutejszych zegarach była już 10:15 czyli 5 godzin różnicy do czasu moskiewskiego. Zaczęliśmy rozglądać się za kwaterą na jeden dzień. W poszukiwania zaangażowaliśmy sprzedawczynię wieńców pogrzebowych, która z radością porzuciła wypisywanie życzeń na wstęgach i w iście kupieckim stylu rozpoczęła telefoniczne negocjacje z pobliskimi kwaterami. Po przeprowadzeniu tej szybkiej analizy rynku postanowiliśmy udać się do naszej pierwszej i najtańszej opcji.
Irkuck to miasto które z pewnością ma coś w sobie. Pomieszanie kultur, kolorów skóry, bliskość biedy i bogactwa. Spacerując wzdłuż głównych ulic obejrzeć można piękne stare chaty zbudowane z najtańszego i najpopularniejszego budulca - drewna, wymieszane z betonowymi budowlami czasów sowieckich.
Niestety miasto jako całość sprawia smutne wrażenie, ukazując wszędobylską biedę, a całości obrazu dopełnia fatalna infrastruktura i panujący tu wschodni chaos. Zauważalna jest też duża ilość bezpańskich psów, które radzą sobie jak mogą pośród tętniącego życiem miasta.
Pomimo tego warto zajrzeć do pobliskich gospodarstw i choć na chwilę cofnąć się w czasie o 100 lat. Obejrzeć zabudowania w samym centrum miasta, gdzie mieszkańcy nadal pompują wodę na ulicy, psy wylegują się w słońcu, a tymczasem tuż za rogiem zaparkował Bentley. Miasto, w którym Rosjanie i inne nacje tworzą wspólną mieszankę kulturową. Warto też zajrzeć na pobliskie targowisko gdzie kobiety próbują sprzedać warzywa, przyprawy, ryby, sery - jednym słowem wszystko. Wymowny jest tu brak mężczyzn, najwyraźniej rola utrzymania rodziny spoczywa na piękniejszej części społeczeństwa.
Infrastruktura transportowa nie wygląda najlepiej. O ile dworzec kolejowy został odrestaurowany, o tyle reszta miasta popada w ruinę. Tramwaje pamiętają czasy sowieckie, pokrzywione szyny wystają ponad jezdnię, drogi są dziurawe i słabo oznaczone, co typowego kierowcę polskiego z pewnością przyprawi o zawrót głowy. Dużo pojazdów poruszających się po drogach swoje dni świetności ma już za sobą. Większość lokalnego transportu bazuje na busach, dlatego dość typowym widokiem są kolejki ustawiające się wzdłuż krawędzi chodnika.
Popołudniami miasto się wyludnia i zaczyna sprawiać wrażenie opuszczonego. Grupa Turków siedzi przed barem, pojedynczy Azjaci kręcą się po pustym targowisku, bezpańskie psy zaczynają wyglądać z zakamarków w poszukiwaniu pożywienia.
Irkuck nie jest miastem o powalających walorach turystycznych. Ocenić należy samemu. My byliśmy jeden dzień - nowe doświadczenie za nami.

2 komentarze:

  1. no to Wasza przygoda zaczęła się na dobre :) super!

    OdpowiedzUsuń
  2. A kto trzyma portwel w kieszeni?

    OdpowiedzUsuń