czwartek, 9 czerwca 2011

Amarbayasgalant Monastery

7-8 czerwca
I tak międzynarodowa ekipa - nasza trójka z Polski, Imbi z Australii, Kris z Anglii i Alen z Francji - wyruszyliśmy w Mongolię. Pierwszy dzień, wszyscy podekscytowani wsiadamy do naszego vana. Żadna trasa nam niestraszna, byleby w step. Wszystko jest nowe i zachwycające. Mimo, że wokół pusto i tylko samotne drzewo pojawi się od czasu do czasu albo przetoczy się leniwe stado wychudzonych krów. I nagle w zupełnym pustkowiu wyrasta świątynia.
Nie będę się rozpisywać i tylko mam nadzieję, że szybko uda nam się załączyć zdjęcia. Iszka, nasz kucharz o nienagannym angielskim, tłumaczy nam opowieści młodego mnicha. Nocujemy w gerze pod klasztorem. Wszystkie nasze aparaty zostały wypróbowane przez młodego tubylca. Nawet Magda pokusiła się edukować młodego fotografa. Jeszcze wojna na kije od szczotek i dobranoc.
Następnego dnia odwiedzamy rodzinę Iszki w mieście Erdenet. Próbujemy domowego czaju czyli mlecznej herbaty z odrobiną soli. Na nocleg rozbijamy namioty w pobliżu rzeki Selenge. Wokół rozciąga się niesamowity widok.




Erdenet - w odwiedzinach u rodziny naszej przewodniczki
nad rzeką Selenge

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz