środa, 5 stycznia 2011

Izrael grudzień 2010 / styczeń 2011 - trzeci raz na Bliskim Wschodzie


21.12 przelot kraków-praga,bez problemu. Wszystko zaczęło sie na praskim lotnisku -Ruzyne, karta pokladowa na lot do Tel Aviv do odebrania na check-in desk,okazalo sie żenie hop siup najpierw 100 pytan skad ,po co,dlaczego a jak zobaczyli w moim paszporcie pieczatki z Syrii,Jordanii i Maroka,maly plecak i duży to skierowali do recznej rewizji...


 Niezly Burdel zrobili,,niczego nie moglam pozniej znalezc,tuz przed wejsciem do samolotu mialam kontrole sobista ,kobieta to robila,dobrze ze nie zagladali do 4 liter,ale dobry zlew tego i da radepowiem tak ,sama kobieta,z taaakimi pieczatkami w paszporcie w swieta budzi duuuuzeeee zainteresowanie,taka ze mnie terorystka ,pelna gebapozniej bylo 2 godz obsuwy bo lód na skrzydlach,tak wiec na lotnisku Ben Gurion bylam ok 17,ale znow pod górke jak tylko odebralam bagaz zgarneli mnie na kolejny kipisz plecaków,spotkalam pare z USA ,niezly bajzel im zrobili w walizkach,siedzielismy jak te sierotki i smialismy sie ,
Szybka wymiana euro,1 euro=4,7 szekla,taki sobie kurs

do Jerozolimy dojechalam z para z Holandii,po 50-ce,sympatyczni plecakowcy,2 busami,za cale 22,5 szekla,a z dworca do old city bus nr 20 za 6,2 szekla,w hostelu citadel bylam na 20:30,cos pieknego,stara kamienica ,a z dachu widac cala starowkedobrze ze mam zarezwowane noclegi(świeta,sylwester,wysoki sezon) ,w hostelach fuuull,za 5 noclegow zaplacilam 407 szekli,w dormie sa Niemki,Australijka,Chinka,Izraelka,no i ja,international

22.12

pobudka o 8 i sniadanko na dachu hostelu, widok nacałą starówke Jerozolimy ,kościoły synagogi, meczet Al-aksa,nie ajax,jak to niektorzy mowia :-) ,budzace sie miasto :-),cudnie


Pojechalam do mauzoleum holocaustu Yadvashem(wejście za darmo),no wiecie jak to jest ,getta,obozy ,sadze ze takie miejsca sa obowiązkowe,ponieważ można zobaczyc ich –izraelski-punkt widzenia na tą tragedie




pozniej poturlalam sie do Israel muzeum-wstęp za 40szekli,niesamowite zbiory z persji,egiptu itp,siostra bylabys zachwyconasiesta w parku róż w sąsiedztwie Knessetu ,pewnie wiosna jest cudnie,sympatyczne miejscedalam z buta do centrum,zawijajac na Makhen Jehuda market,boooskieee miejsce,swieze owoce warzywa,pieczywo,konsumpcja falafela,rogalikow nadzianych dzemem daktylowym,niebo w gebie,poczestowano mnie chalwa waniliowa ,mniam
na markecie Mahen Yehuda kupilam pomidory,ogorki,owoce ,pite,na sniadania,jutro szabas i od ok 15 wszystko co zydowskie bedzie pozamykane, falafel naszpikowany grilowanym baklazanem mniam :-)


 wracajac do hostelu zostalam zaproszona na herbatke przez jednego sklepikarza do jego domu,w pokoju obok żona i córka paliły shishe ,sympatyczna rozmowa o zyciu w Polsce i Izraelu,lokalnie :-)
szybko sie sciemnia,ok 17:30,pomarancza i mandarynki o zmroku na dachu,hmmmm super:-)


23.12
dzis pojechalam do Masady ,bilet 2 str 75 szekli,wstep 25,ciekawe miejsce,wspina sie czlowiek sciezka weza,dosc ostro ,na plaskowyz,ruiny datuje sie na 2/3 wiek pne,na szczescie malo turstow,cieeeploooo :-)wiecej niz kupa kamieni :-),a dookoła przepiekna pustynia,górzysta,trzeba zobaczyc wrocilam do Jerozolimy o 16


 uwaga dla kobitek ktore same podrozuja :pamietajcie macie meza,narzeczonego lub chlopaka,na ulicy zaczepil mnie facet kolo 40stki,calkiem fajny ,a skad jestes,jak dlugo jestem w Izraeku itp,a moze wpadniesz jutro do mnie na szabas,ja mu mowie ze jestem z przyjaciolmi a on no przeciez moge z nimi sie spotkac pozniej ,ale jak rzucilam I have boyfriend od razu sie zmyl ,hihihiznowu zalapalam sie na kawke w sklepiku na starowce,oczywiscie mam chlopaka tudziez narzeczonego ale jakbym go rzucila to on jest chetny ,ooooo caly Bliski Wschod, :-),taki lubie,cos pieknegood jutra buszuje po starówce old city

24.12

to byl niesamowity dzien,najpierw lazilam po tunelach w miescie davida,jesli ktos ma klaustrofobie niech,wezmie poprawke,

pozniej gora Zion z kosciolem st.james,no i ormianska czesc starowki,


polecami szwedanie sie po uliczkack starowki





church of sepulchery-grobu pańskiego ,klimaaaat nie z tej ziemi,msza grekokatlicka  ,w jednej czesci prawosławni,w innej ,grekokatolicy,,katolicy ,każdy opiekuje się swoja częścia grobu






ale to co bylo w nocy ,tego nie było w planie


po powrocie do hostelu ,Justine z Niemiec zaproponowala ze wybierzemy sie  pod ściane płaczu


 zebrala sie nas 11-stka,international(Anglia,Niemcy,USA,Kanada no i Polska)
powiem tak bycie pod ściana płaczu w szabas tzn poczatek tuz przed zachodem słonca to było dla mnie niesamowite przezycie,osobno kobiety osobno faceci ,wszyscy tancza ,spiewaja,tyyyleee radościi ze jeju, to trzeba poczuć
no a potem poszliśmy do Betlejem ,jak stwierdzil Dominik "like pilgrims"
okazalo sie ze nie jestem jedyna osoba z Polski w calym hostelu,poznalam Radka z Wawy-fajnie jest pogadac po polsku,tez świeta woli spedzac na wyjezdzie i tak szlismy 1,5 godz,przeszlismy mur-niesamowite grafiti,napisy o wolności , to trzeba zobaczyc i wojskowy check point,a tu miasto zyje,impreza,razem katolicy i muzulmanie,niestety do kosciola nie udalo nam sie wejsc,bo konieczne były wejsciowki,ale atmosfera byla super,na powrot wzielismy bus,za 10 szekli i tak do turlalismy sie ok 1 w nocy niesamowity wieczor !!!!





25.12

wloczylam sie z Jasmin-doktorantka z ekologii,z Australii,po kwarterze muzulmanskim,troche sie zgubilysmy ale o to chodzi,





Ściana Płaczu ,częśc dla kobiet





spotkalysmy Radka na najlepszym i najtanszym falafelu z kawalkiem ryby w Jerozolimie,za całe 9 szekli,a popoludniu z kolega wybralismy sie na snucie po starowce,i spotkalismy pare z polski, ktora poznal Radek w samolocie,kupilismy 2 wina ,piwko i poszlismy na laweczke w parku z widokiem na starowke ,rozmowy o zyciu,umowilismy sie na Sylwestra w Tel Aviv no a pozniej drugie winko w new city,spontan jest suuupeeer :-)
jutro ide do czesci muzulmanskiej Dom of the Rock -swiete miejsce dla muzułmanowi no a pózniej na Wzgórze Oliwne


26.12
udalo mi sie wejsc na teren wzgorza swiatynnego,meczet Al-aksa mozna ogladac tylko z zewnatrz i Dom of the rock zw złota kopulą tez ale klimat jest niesamowity,cudne niebiesko-zielone dekoracje na plytkach ceramicznych,mozna tam byc do 10 a pozniej po 12,,wypraszaja na czas modlitwy,






jeszcze ostatnia herbatka na dachu hostelu i o 16 mam autobus do Nazaretu

jeszcze uzupelnie wczorajszego dnia
jak dotarlam na dworzec okazalo sie ze do Nazaretu jada tez kanadyjczycy Jonatan i Mark-poznalismy sie w hostelu,i tak jechalismy 2,5 godz(bilet Jerozolima –Nazaret 47 szekli),bylismy na 1830,ciemno jak w morde strzelil,probowalismy sie odnaleźć na starowce,udalo sie oni do poszli spac do klasztoru a ja mialam rezerwacja w Al atabeh guest house,w calym dormie bylam ja i 2 starszych panow,jeden z nich ,francuz .koło 60-tki,przeszedl na wlasnych nogach dookola morza galilejskego ,z tiberias do nazaretu ,4 dni,szacunek

Nazaret -cisza spokoj,fajna odmiana po szumnej i glosnej ,aczkolwiek z moca ,jerozolimie
elegancko sie spalo

27.12

w Nazarecie ,nie ma zbyt wiele do obejrzenia,najwazniejsza jes bazylika Asuntion-narodzin jezusa,,fajny jes souq,mozna sie posnuc skubiac sezamowa bulke jeszcze goraca ,prosto z pieca 9-10 rano miasto dopieo sie budzi,






o 10:30 zlapalam autobus do tiberias,nad morzem galilejskim,taki kurort,jak nasze Świnoujscie,sympatycznie
spadam na miasto pora lunchu :-)
no a wczoraj tak szlam na ten lunch ze skonczylo sie na kawie z Ourii,Izraelczyk
okazalo sie ze wrocil 2 tyg z Polski,-zimno ,sniezno,ludzie taaaacyyy powazni-no enjoy the life,i troche slabo z angielskim ale ogolnie ok,siedzial w Wawie,rozmowa ogolnie ,o zyciu,oczywiscie mam boyfrienda, bo zarzucil -wine and shisha?sorry ,ale niekoniecznie :-) duzo tych kaw i herbatek :-)

Tiberias -fajne miasteczko ,mozna sie przejsc promenada,posiedziec na zwirowej plazy,zlapanie oddechu,malo turystow niski sezon,cicho






  28.12

jade do Haify ,to tylko nie cale 1.5 godz autobusem,za 20 szekli
no i jestem w Haifie,fajne miasto,bylam w dzielnicy wadi nisnas,galerie sztuki,bohema,ciekawe grafiti
w hostelu Port Inn ponalam Nevilla z RPA,Aleksandre z Francji ,troche sie wloczylismy po german kolony-19-wieczna czesc Haify









a dzis 29.12
pojechalam do Akko,z ciekawa starowka ,bazarem,portem,dojechala Alex i pozniej Nevill na motorze-facet jest juz 9 miesiecy w drodze z poludniowej afryki,sprzedal restauracje ,kupil motor i w droge,niesamowity polazilismy po miasteczku,kupilam przyprawy,baardzooo fajnie











jak wrocilismy do hostelu doloaczyl do nas Amir z Jerozolimy ale wywolal dyskusje -jacy ci arabi sa zli,rasista pelna geba ,zrobilo sie nie fajnie,pojawila sie Rebeka z UK i Martin-preformer z Nowego Yorku,wiec urwalismy sie na miasto ,na kolacje ,piwko,swietnie sie gadalo,



jutro z Nevilem polaze po ogrodach Bahajow w gornej Hajfie,Alex jedzie na polnoc,a Martin nad Morze Galilejskie
Hajfa robi wrazenie swoja wspolczesna architektura,a z drugiej strony stara dzielnica arabska -wadi nisnas,
w hostelu niesamowity mix ,w dormie polka,dziewczyna z bangladeszu,francji,holandii itp,jest git,a w piatek jade do Tel Aviv,umowilam sie z Radkiem , Kasia i Radem na sylwestra,akurat wypada w szabas,poczatek,bedzie ciekawie :-)

nastepne info z Tel Aviv

30.12
cd.
umowilam sie z Nevilem na chodzenie po ogrodach Bahai,tuz przy wejsciu .ale okazalo aie ze musial sie szybko pakowac i jechac do tel aviv bo udalo sie zalatwic nocleg ,co na sylwestra co jest trudne lub nie wykonalne,wiec poszlam sama ,przepiekne miejsce




fajnie bylo sobie pogadac po rosyjsku z panem od falefela,wieczorem dostalam sms od Radka ze jest w Haifie i noze sie spotkamy,omowilismy sie ma glownym deptaku
okazalo sie ze jest z nim Tomek poznal go w Nazarecie,mieszka w Londynie od 4 lat
i panowie tez mieszkaja w hostelu Port inn,wszyscy tam sie spotykamy :-)
zdecydowalismy sie ze razem jedziemy do Tel Aviv


31.12
zjechalismy sie Tel avivu,poczlapalismy do florentin hostel 20 min od pkp,ja mialam zabookowane lozko,ale wlasciciel przygarnal ich dostali po kanapie,na dachu pod dachem z brezentu


z Tomkiem poszlam na old yaffa,Radek mial inne plany,starowka,faaajnieeee,pchli targ sok z granatow,







trafilismy do knajpy dr schachuka,pycha jedzenie,ryba,salatki,sosy,bomba :-)




,no a chodzac po centrum spotkaliśmy  Nevilla ,swiat jest maly,umowilismy sie na sylwestra,najpierw skoczylismy na kawke i wloskie kanapki, do pubu na piwko ,i szampan na ulicy,żołnierz z kałasznikowem powiedzial ze konfiskuje , no a co z z tym szampanem w kubkach ?pijcie na raz,dwa trzy,nie bylo wyjścia,pozniej troche sie pogubilismy w tłumie i ja z Tomkiem wyhaczylismy ławeczke na bulwarze Rotschilda,Tomek otworzyl szampana za pazucha,i tak po cichaczu wypilismy ,kulturalnie z kubeczkow-nie z gwinta-jak tylko nie widzielismy patrolu,komedia,ale takie chwile sie pamieta :-)


wrocilismy o 2,bylo fajnie :-)

poznoooo wstalismy......
Cd
1.01
taaak wstalismy pózno ,no ale ,skoro chodzi spac o 3 rano,no to czemu sie dziwic
Radek poszedł na spotkanie ze znajomymi,a ja z Tomkiem pozbijalismy bąki na kanapie czekajac az pogoda sie poporawi –deszcz,stwierdzilismy ze połazimy po starej Jaffie-jakos ten klimat nam odpowiada,waskie uliczki ,plaza promenada,morze,idealny zestaw na Nowy Rok,ostatni posilek bajgiel z wkladka-tunczyk pomdory,oliwki zapiekane pycha,Tomek miesozernie,ostatnie zakupy-slodycze,kawa,wino,humus,wiecie że lubie gotowac

stwierdzilismy ze pojedziemy pociagiem na lotnisko,mielismy odjazd o 20:45 wiec spacerkiem poturlalismy sie na dworzec kolejowy Hahagana,bilet 14 szekli,czas jazdy tylko 10 min,na lotnisku znalezlismy ciha miejscowke na półpietrze,rozlozylismy spiwory,,i cd rozmow o życiu :-)
Radek dojechal na ok 23 ,poszliśmy spać

02.01

pobudka o 4 rano i na odprawe,ale nie ma letko ,znowu przeswietlaja bagaz,moj do rewizji,ok nie mam dynamitu :-), po otrzymaniu karty pokladowej kolejny check security wooolnym tempem ,w rezultacie czego do samolotu wsiadlam 10 min przed odlotem w biegu i tak dolecialam do Pragi ,2,5 godz kiblowania ,a o 13 :10 juz bylam w Krakowie,i co mam ?szok termiczny ziiimnoooo ;-)
podsumowanie

ten wyjazd byl dla mnie bardzo ważny,bardzo dobrze ze pojechalam sama,ale na miejscu nie bylam osamotniona,poznalam mnóstwo wspanialych ludzi,ktorzy daja inspiracje do dalszych dzialań,dzieki ktorym moglam przemysleć -w klimacie bliskowschodnim-to co wydarzylo sie w moim życiu ,w przeciagu roku 2010,a szczegolnie przez ostatni czas
szczegolną moc i energie dala mi Jerozolima,jak to Radek powiedzial :to miasto ma moc
czy jechac do Izraela?tak,trzeba na wlasne oczy zobaczyć ten kraj,tych niesamowitych ludzi,sprobowac falafela,poszwedac sie po uliczkach na arabskim souqu,ja w ten sposob ładuje baterie,oczyszczam glowe
jest drogo ,ale da sie zrobic niskobudzetowo-hostele,jedzenie na ulicy czy gotowanie we wlasnym zakresie.


3 komentarze:

  1. Fajna relacja i piekne fotki. Podziwiam odwage i humor. Zycze jeszcze wielu pieknych podrozy. Moze kiedys spotkamy sie na trasie ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki,Bliski Wschód to moje ulubione miejsce na Ziemi(co jakiś czas wracam tu) zaraz obok Kaukazu.Może kiedyś spotkamy się na szlaku,kto wie :-)
    pozdrawiam z Bali
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej MAgda a gdzie teraz jestescie:) Ariel

    OdpowiedzUsuń