piątek, 3 grudnia 2010

Gruzja - sierpień/wrzesień 2010 - oczami Magdy

Mimo że planowanie naszej wielkiej wyprawy zabiera nam dużo czasu i sił to jednak Magda nie potrafi usiedzieć na miejscu zresztą i po co :) Oto jej dynamiczna relacja:

Na wstępie: pomysł tegorocznego wyjazdu do Gruzji pojawił się w mojej głowie po powrocie z pierwszej podróży na Kaukaz czyli w 2007. Ten kraj powalił mnie - niesamowici ludzie, górskie krajobrazy oraz kuchnia - i stwierdziłam, że muszę TAM wrócić, po drodze były inne wyprawy - aż będąc na Sycylii w grudniu 2009 postanowiłam, że lato 2010 będzie należeć do Sakartvelo i tak od słowa do słowa zebrała się ekipa: ja, Aga, Daria i Dorota - moje towarzyszki podróży to kobiety z krwi i kości, z którymi konie można kraść, niejeden wyjazd za nami, a i ile wypraw przed nami - kto to może wiedzieć?
wreszcie zlapalam net
no wiec:

piatek 20 siepien
przelot do kijowa niet problem za to na miejscu kosmos czyli ukrainski porzadek, po wyjsciu z samolotu dostalysmy sie do sali z okienkami z wiza i bez wizy, stoimy do bez z formularzem arrival i departure napisalysmy ze transit to georgia i facet mowi ze my na transfer a ja mu na to ze nie bo dwie inne linie lotnicze i musimy odebrac plecaki i jeszcze raz odprawic, nie skumal i wyrzucil na transfer wkurzylam sie bo czas lecial i zrobilam drugie podejscie jak powiedzialam po angielsku separate ticket to zrozumial i cala czworke puscil czyli mnie Darie ,Age i Dorote, lot z airzena czysta przyjemnosc zabookowane wege jedzonko bylo kasza gryczana z nadziana papryka

jak wyladowalysmy w tbilisi to kontrola poszła szybko i sprawnie ale naszego kierowcy od Iriny Djaparidze nie bylo wiec wzielysmy taxi z postoju za 25 LARI,KURS 1 dolar to 1,81 lari a u Iriny okazalo sie ze ma full cos za duzo rezerwacji ale to zlota kobieta i pare telefonow i mamy spanie u jej corki Tamari,20 lari za 1 os za 1 nocleg,dostalysmy pokoj z lozkiem pietrowym i malzenskim,luzik,i na dobry poczatek wino,przepyszne

sobota 21 sierpien

nie spieszac sie wyszlysmy z Tamari z domu ok 10, podwiozla nas do Tsminda Sameba,katedra poswiecona z 10 lat temu,warto zobaczyc bo ma wielkie gabaryty,ciekawy ikonostas i cudny chór meski-udało mi sie nagrać,

potem sniadanie na laweczce chaczapuri z kefirem pyyyychaaa


Poszlysmy do kosciola metekhi, twierdza narikala,kosciol sioni-niesamowity klimat ,kosciol antiochi ,aleja rustaveli,






 kolacje zjadlysmy w lokalu ktory pamietalam z pierwszego wyjazdu-khinkhali,pomidor z ogorkiem ,grilowany baklazan z orzechami wloskimi z piwkiem niebo w gebie za 47 lari na 4 osoby



Tbilisi nocna porą





niedziela 22 sierpien


w planie mccheta ok 30 min od Tbilisi,pojechalysmy na Didube dworzec busem 40 tetri za 1 os,chcialysmy wziac marszrutke ale nawinal sie taksowkarz i stanelo na 25 lari za trase tbilisi-mcheta-dzwari-tbilisi za 4 osoby,super, zobaczylysmy katedre Svetiskhoveli ,kosciol Samtarvo i kosciol Dzwari-najświetszy ze świetych, na wzgorzu z widokiem na Mcchete i połączenie rzeki Mtkvari z Aragvi,,super!!!!!





wrocilismy do Tbilisi i stwiedzilismy ze nalezy sie nam siesta w ogrodzie botanicznym 1 lari za 1 os-niestety zapuszczony, z arbuzem w glownej roli, rewela
jutro jedziemy do Kazbegi-góry :-)))) podrodze chcemy zobaczyc twierdze Ananuri, a po przyjezdzie moze wyskoczymy do Wawozu Dariali z zamkiem Tamary,

kolejnego dnia chcemy podejsc do lodowca Gergeti po drodze kosciolek tcminda sameba,ale to zalezy od pogody jak wiadomo w gorach jest roznie



poniedziałek 23 sierpien

z rana w poniedzialek pojechalysmy do Kazbegi,Droga Wojenna ,obecnie dziala stara nazwa Stepancminda ,marszrutka za 10 lari za 1 osobe,3 godz, ,kierowca zgodzil sie na 5 min na foto twierdzy Ananuri cudenko nad jasnoszmaragdowym jeziorem dobre i to,



zaraz  po wyjsciu z marszrutki w Kazbegi   kilkoro lokanych  zaproponowalo kwatere ,ja i Daria poszlysmy jedna zobaczyc ,ok 2 pokoje 2 osobowe ,ze sniadaniem ikolacja za 25 lari za 1 os,byla jeszcze jadna oferta ale to ok i wzielysmy-blad jak sie okazalo pozniej

zaraz udalo sie nam zorganizowac taxi lada niva 4x4 do wawazu Dariali z wodospadami Gergeli na ok 2,5 godz za 50 lari za 4 os w obie str,cudnie,pojechalismy pod rosyjska granice w bezpiecznej odleglosci tak zeby z kałasza nie dostac,wodospady suuuper, widzialysmy ok 6-7 orlow szybujacych





po powrocie do kwatery byla kolacja -taka sobie chyba resztki z poprzedniago posilku,niestety gospodyni chciala nawet kase za wino, domowe podobno, 2 x niz w sklepie komercja, sympatia na sile, stwierdzilysmyze zmienimy nocleg, cos sie wymysli

wtorek 24 sierpien

pobudka 6 rano patrze przez okno o gora Kazbeg oswietlona pod czas wschodu slonaca, ani jednej chmury obudzilam Daria zlapalysmy aparaty i na podworko, sesja foto, po sniadaniu smazone ziemniaki, pomidor itp ok 8 wyszlysmy w kierunku kosciola Tcminda Sameba, latwym szlakiem ze wzgledu na kolano Agi i po 1,5 godz bylysmy na miejscu, pogoda rewelacja zero chmurek pelne slonce, siesta pod kosciolkiem, ja i Daria idziemy pod lodowiec Gergeti, dziewczyny za jakis czas wracja i szukaj innego spania






Szlysmy ok 4 godz,cudne widoki,szczyt Kazbeg w calej krasie,mijalysmy stado koni,bosko,dotarlysmy w rejon lodowca ,niestety globalne ocieplenie skrocilo go ,ale i tak super,jestem na wysokosci 2930 m npm.



Schodzilysmy szybko ok 2 godz do kosciola ,w deszczu ,slabym,i ok 1 godz do miasteczka,Aga i Dorota znalazly nowy nocleg-okazalo sie strzal w 10, u Wasilija,cena taka sama ,o niebo lepiej ,jego zona swietnie gotuje,obok domu rozbili namioty nasi -4 chlopakow i Kanadyjczyk jada stopem do Indii i Nepalu,bomba,wino i nocne rozmowy Polakow o zyciu, fajni

zmiana planu wycielysmy 1 dzien nad morzem na rzecz rejonu Kazbegi,i jutro jedziemy do doliny Truso-na ten temat nie ma w przewodnikach-60 lari za 4 os,jest to ok 25 km na płd-zach od Kazbegi

środa 25 siepien

o 7 sniadanie a pobudka o 6, i jedziemy, w jednym aucie my a w drugim 2 pary z Izraela

Wasilji wysadza nas w wiosce Kobi i dalej idziemy kanionem,huk rzeki ,niesamowita przyroda rosliny ,jaszczurki i motyle itp,i po ok 1,5 godz wychodzimy na ogromna przestrzen na gruzinskie pammukale,tyla ze woda siarkowa,aparat nie odkleja sie od reki i oka.










Idziemy sciezka ,siesta nad rzeka,doczlapalismy sie do wioski i zostalismy zaproszeni do domu na kawe -mocna i slodka,my pagawarit pa ruski i kupilysmy kawal sera domowe roboty niebo w gebie



Wasilij powiedzial ze ma byc jezioro z gejzerem ale gospdarz powiedzial, ze tam nie mozna bo gruzinskie wojsko i zaraz ruscy,ale gdzie diabel nie moze tam posle babe z Poslki i to 4 sztuki,poszlysmy pod szlaban,mowimy ze chcemy isc nad jezioro ,a sodat at kuda? az polszy.a sa pasporty? no sa ,krotka rozmowa przez krotkofalowke i paszli,na kolejnym posterunku sprawdzili papiery i szukamy tego jeziora i niestety wyschlo zawracamy zaczepil na gruzinski soldat ,rambo,pogadalysmy,chcial nas namowic naKachetie i wino ale nam sie spieszy bo Wasilji czeka i daswidania W drodze powrotnej spotkalysmy pare z Izraela i wymienilysmy sie z Gail mail ,bo kto wie moze pojade na bliski wchod,




dolina Truso -to niesamowite miejsce jeszcze malo turystow,wiec trzeba jechac

czwartek 26 siepien

o 8 mamy marszrutke do Tbilisi za 10 lari /1 os,poznajemy Francuzke Judith,podrózuje po Kaukazie własnie wjechala z Armenii,chce dojechac do Kutaisi i nastepnego dnie do Svanetii tak jak my,może sie spotkamy,3 godz i na miejscu,szybko lapiemy do Gori ,odjazd o 11 ,ok 60 min ,16 lari za 4 os w Gori zlapalysmy taxi do skalnego miata Upliscyche -bilet wstępu 3 lari/1 os-i po 15 min na miejscu,ok polazilysmy po ruinach i wracamy bo ok 14 mamy marzszrutke do Kashuri i dalej do Kutaisi,
ok 17 jestesmy na miejscu ,jedziemy po malym nieporozumieniu taksiarzem do Giorgio guest house-adres od Iriny,i kogo my widzimy ?Judith!w piątke jedziemy do Mestii-główne miasto Svanetii-a pokoje miłe ,czyste,winogrona wisza wszedzie,idziemy na kolacje i spac,miedzy czasie niezła ulewa nas złapala ale tylko na moment wzielysmy taxi do centrum i pyszna kolacja w drugim podejściu do lokalu,w pierwszym albo piwo albo khinkali,było po piwku i ewakuacja,na druga str ulicy do restauracji,

jutro pobudka ok 5:45 i o 7 jedziemy do Zugdidi i zmieniamy na marszrutke do Mestii ,przed nami Svanetia

od piątku 27 sierpnia   jestesmy w Svanetii,dotarcie bylo trudne nasza marszrutka jechala 6 godzin ,140km,,co troche sie gdzies zatrzymywala i w ten sposob dostarczala towar,znalazlysmy swietny guesthouse,25 lari za 1 noc ze sniadaniem i kolacja ,mama Giorgia swietnie gotuje ,nie mozemy dac rady tym pysznoscia,centrum miasteczka to plac budowy,mało klimatycznie, ale dajmy szanse,




wieczorem chłopaki zaprosili nas na zwiedzanie wieży,i wywiazała sie imprezka przy ognisku z gruzinskimi toastami,piwkiem ,wódeczka i rewelacyjnymy korniszonami



sobota 28 sierpien

poszlismy w kierunku lodowca chalaati ,pieknie,cudnie ,bylo widac szczyt Ushba,osniezony,rwaca rzeka,duuuuzo fotek,koncowka ciezka,bardzo,ja i Aga zrezygnowalysmy,stwierdzilysmy ze przejścia przez rumowisko,gdzie zaden kamien nie jest stabilny nie zaryzykujemy,Dorota,Daria ,Judith i gruzin Zaza poszli dalej ,z dolu wygladalo to zle ,schodzily male lawiny kamieni,Dorota i Judith zawrocily,a Daria i Zaza poszli dalej i dotkneli lodowca,cisnienie mi skoczylo,wszystko skonczylo sie dobrze







niedziela 29 sierpien


mialysmy zalatwiony transport jeep z kierowca do Ushguli na 6 ale okzała sie że nasz driver jest po ostrej imprezie,nie wytrzzwial,i po drodze zmusilysmy do stopa ,koles puscil pawia,na szczescie jechaly 2 busy z gruzinskimim turystami i nam baaardzooo pomogli ,poprostu zabrali nas do swojego busa,i tak spedzilysmy dzien z gruzinami,ich goscinosc nie zna granic,

a Ushguli ,fajna wioska na 2100 m npm.z widokiem na szczyt Shkara. W drodze powrotnej spytalysmy czy jakos mozemy sie odwdzieczyc,kasa ,zdecydowane niet i jeszcze nakarmili chaczapuri i koburdi,w guesthouse czekala na nas kolacja,ryby wedzone,gotowane,lobio pasta z czerwonej fasoli,bakalzany pych,pare kilo wiecej mnie Jutro idziemy do jeziora koruldi,tzn ja ,Daria i Judith,Aga i Dorota robia sobie wolne








znowu mam dostep do netu,jestesmy w Borzomi,od 2 wrzesnia

a po drodze:

poniedziałek 30 sierpien

trasa w kierunku jeziora Koruldi jest jedna z najbardziej malowniczych jaką szlam,poczatkowy odcinek nic specjalnego przez las ale polana pod wzgorzem z krzyzem cudo panorama 360 stopni mam filmik,jastrzebie nad glowa rewela,dalej szlysmy w sumie we 3 ja Daria i Judith,Aga i Dorota zostaly w Mestii -oddech,grzbietem majac na wprost szczyt Ushbe -super,niestety byl skwar,wiec not easy,ale widoki alpejskie,mnie troche kolana siadly i ponad 30 stopni dogrzalo i odpuscilam w sumie niedaleko jeziora,Daria i Judith poszly dalej ale okazalo sie ze to bardziej sadzawka z krowami.ja kontemplowalam widoki.mnostwo fot.







stwierdzilysmy ze wrocimy lagodniejsza droga troche dluzsza od wejsciowej okazalo sie ze jest znacznie dluzsza ,na szczescie zlapal nas stop w postaci kamaza z sianem dziewczyny na gore ,a ja do kabiny,i tak sie doturlalysmy do Mestii


wtorek 31 sierpien

wyjazd z Mestii to wyczyn,pobudka 5 rano bo pierwsza marszrutka o 6,okazalo sie ze pelna ,nastepna o 7 ,tez full,ja ,Daria i Judith wrocilysmy do naszego guesthouse i gospodyni zbudzila swojego syna Giorgio,zeby cos zdzialal,udalo sie nam wyjechac przed 9, i w 4 godziny bylysmy w Zugdidi,zawsze da sie wybrnac z kwasu.
czekalysmy ok 50 min,na busa do Poti i dalej do Ureki-Morze Czarne,

kwatery o standardzie rozpad do lux przez ok,
znalazlysmy hotel Kopala,za 30 lari ze sniadaniem i kolacja,jedzenie nic specjalnego ale byla klima ,wlasna lazienka ,podarujmy sobie odrobine luksusu,

środa 1 wrzesien

w Ureki tropik,wilgotnoisc z 80-90 % leje sie z czlowieka,dobrze ze byl wiatr,to byl dzien lenistwa i opychania sie melonem i arbuzem pycha!!!



czwartek 2 wrzesień

z rana wyjechalysmy do Poti,i czekalysmy ok 1,5 godz na busa do Tbilisi,a wysiadalysmy w Khashuri,zeby zlapac busa do Borzomi,dojechalysmy na ok 16,ciezko ,goraco na dworcu wyhaczyl nas facet i zaproponowal kwatere,2 duze pokoje,lazienka osobno,za 20 lari za 1 os,bez jedzenie,ok, poszlysmy do parku zdrojowego-fajny ,zadbany, sporo Polakow w miescie ,u nas na kwaterze tez,3 jadaca do Armenii




piątek 3 wrzesien

dzis bylismy w Vardzi-skalne miasto,robi wrażenie ,i zobaczyłysmy zamek Khertwisi super ,120 lari za 4 os,z wyjazdem z Borżomi, a popołudniem pojedziemy kolejka na wzgorze w parku wciagnac arbuza ,z widokiem na Borzomi








nastepny net w Tbilisi ,jutro w gory w rejonie Bakuriani a w niedziele do Stolicy.

sobota 4 wrzesien

z rana ok 9 pojechalysmy do Bakuriani,ok 30 km od Borzromi,za 3 lari od 1os

miasteczko senne,zyje w sezonie narciarskim,baza noclegowa robi wrazenie,pensjonaty,hotele,wypasik,sadze ze w zimie nie ma gdzie palca wcisnac,kilka wyciagow,jak Lot utrzyma stosunkowo tanie przeloty to na spokojnie mozna przyleciec poszusowac,za male pieniadze,



zrobilysmy maly trek na gore Kohte ok 2150 m npm,goraca i stroooomoooo,widok na okolice nie powala,jest ok,




w drodze powrotnej kierowca marszrutki zapropopnowal za dodatkowe 1 lari podjazd do monastyru Timotesinuba,strzal w 10,maly kosciolek,z XII wieku,cudenko



niedziela 5 wrzesień

juz jestesmy w Tbilisi,o 8 rano wyjechalysmy z Borzomi i po ok 2 godz,bylysmy na dwocu Didube,i skoczylysmy na bazarek, no i szal cial, przyprawy, przetwory, kawa swiezo zmielona, gdzie ja to zapakuje?mnostwo owocow,warzyw prosto z grzadki,super. Wzielysmy taxi za 7 lari i jestesmy w domu Iriny,polska enklawa :-))

zostaly ostatnie zakupy -sery,wino i muzyka,i wypasiona kolacja na zakonczenie wyjazdu do Sakartvelo=Gruzji

zrobilysmy zakupy,plecaki pękaly w szwach ale dało radke

ostatni posilek zjadłysmyw knajpie na aleji Rustaweli,miesko,rybka w sosie orzechowym ,zupy grzybowa z pieczarkami w ilości max,salatka zpomidora i ogórka z orzechami włoskimi,piwo i wino,a na koniec kelnerka walneła sie w rachunku na prawie 20 lari ale udało sie wyjasnic
















a i kupiłysmy muze-ciekawa

ostatnie newsy i podsumowanie juz z Polski,jutro,w poniedzialek o 7 rano mamy przelot do kijowa -a 5:30 mamy byc na lotnisku,ostatnia wczesna pobudka o 4 , a potem do Katowic

poniedziałek 6 wrzesien

pobudka o 4 rano,a czasu polskiego o 2 ,Irina nas pożegnala ,na droge pobłogosławila i na lotnisko,przeloty poszly gładko,Tbilisi-Kijów,wyladowalismy przed czasem ok 10 min,na kontroli paszportów niet problem,a lot kijów-katowice ,sprawnie,w Polsce wylądowałysmy też przed czasem z 20 min. mały szok termiczny nas dopadł,

podsumowanie

czy warto jechac do Gruzji?

OCZYWISCIE ŻE TAK przecudowne krajobrazy,przesympatyczni,ludzie,pyszne jedzenie-uwaga można przytyć :-))),i przygód co nie miara










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz